Hajs czy serce?

Jak goniąc hajs nie zgubić serca? Jak w dzisiejszym świecie, który jest MATERIALNY, czyli opiera się o HAJS (co wielu trzeba cały czas przypominać). Obojętnie jak bardzo chcemy być uduchowieni, dobrzy i pomagać światu, to niestety, jeżeli nie zapłacimy naszych rachunków, będziemy w totalnej dupie i będziemy mieli problemy. Według mnie najpierw trzeba ogarnąć kuwetę, czyli Filar 1. Egzystencja – wiedzieć na co i ile potrzebujemy.

Więc jak w tym totalnie finansowym, pełnym pogoni za karierą i hajsem świecie, nie sprzedać swojej duszy?

Kiedy słyszę pytanie od moich fanów: „Panie Michale, Kołczu Majku, jak Ci się udało przez te kilkadziesiąt lat biznesu, zapieprzania, wiele różnych tematów, nie tylko w Polsce, ale i na świecie; jak Ci się udało być cały czas normalnym, fajnym facetem?”

Oczywiście hejterzy będą mieli zupełnie inną opinię na ten temat, no ale na tym to polega. Świat jest zróżnicowany. Jedni Cię kochają, a inni Cię nienawidzą, często bez powodów. Często dlatego, że masz coś, czego oni nie mają, lub dlatego, że masz odwagę robić coś, czego oni nie mają odwagi robić. A często też dlatego, że to jest modne dzisiaj i się na tym zarabia, dużo szybciej i lepiej. Czyli zamiast myśleć nad tym, jak udoskonalić świat, jak być lepszym człowiekiem, jak pomóc innym, można komuś dowalić, można się z kogoś zaśmiać. Można na kogoś coś nagrać, coś napisać i hajsik płynie bardzo łatwo.

O tej drodze na skróty nie będę mówić, ponieważ to jest bardzo proste. Jeżeli w ten sposób chcesz zarabiać pieniądze, chcesz się promować, to jedno jest pewne: zgubisz po drodze serce i zgubisz empatię. Pisałem o tym w mojej drugiej książce, „HejtoHoliku”. Naukowcy udowodnili, że kiedy jesteś negatywny, kiedy kipisz agresją, wkurwem i nie potrafisz tego ukierunkować (ponieważ to może być paliwo rakietowe, o czym pisałem w trzeciej książce), to odcina Ci przedni płat czołowy, a więc naturalnie tracisz empatię.

Jeżeli skręcimy w tą ścieżkę – niestety… Może nie aż tak drastycznie, że nic nas nie uratuje, ale stracimy wiele lat i pewnego dnia się obudzimy z takim gorzkim posmakiem, jak byśmy byli na kacu, albo nam się żółcią odbiło.

Chcę się skupić na tym, jak faktycznie i czy da się w pogoni za hajsem i nie zgubić serca? Według mnie jest kilka elementów, kilka punktów widzenia, zachowań i strategii, które powinniśmy znać i stosować.

Po pierwsze:

Jest logiczne, że kiedy się rozwijasz, kiedy masz mocne pragnienia, marzenia, to z reguły wystajesz. Przyjmijmy, że jest jakaś warstwa społeczna, nie ważne jaka: podstawowa, średnia, wyższa; ale kiedy chcesz więcej, to oznacza, że wystajesz. Jest takie powiedzenie, że gwóźdź, który wystaje musi być wbity. Świnia, która najgłośniej kwiczy w krzakach, jest najszybciej ubita, tak? A więc to jest normalne, że kiedy zaczynasz chcieć więcej, automatycznie świat na Ciebie patrzy krzywo.

Czy to oznacza, że gubisz serce? Nie.

To po prostu oznacza, że zaczynasz wychodzić do przodu, a więc więcej ludzi Cię widzi. Gdybyś był w tym tłumie, gdybyś był z tyłu, nikt by Cię nie zauważał. Nikt by Cię nie omawiał, nie oceniał, nie plotkował na Twój temat. Ponieważ był/a byś totalnie nieinteresującą osobą.

Tak więc jeżeli coś zaczynamy, jest to coś nowego, coś lepszego, chcemy więcej, to jest naturalne, że ludzie nam powiedzą: ZMIENIŁEŚ SIĘ, ZMIENIŁAŚ SIĘ! Z reguły w Twoim przypadku to jeszcze nie wiemy, czy zmiana jest na dobre, czy na złe, ale oni już wiedzą… Jeśli zaczyna się dziwnie dziać, to oznacza tylko, że świat zauważył Twój ruch w kierunku zmiany. To jest bardzo dobre!

Po drugie:

Czy praca 8, 10, 12, 20 godzin dziennie, jest czymś negatywnym? Ja często odpowiadam na to bardzo prosto: jeżeli Twoja rodzina głoduje i macie problemy – mieszkaniowe, finansowe, nie macie się w co ubrać, musisz się zastanawiać co wybrać w sklepie, no to sorry… Wtedy lepiej, jeżeli będziesz te 12-16 godzin dziennie pracował/a, jeżeli będziecie 7 dni w tygodniu zasuwali, niż mielibyście trzymać za rękę swoją głodującą rodzinę i mówić swoim dzieciom: no dlatego jesteście nagie, z gołą dupą, ponieważ tatuś z mamusią wybrali otaczanie się miłością i teraz się pomódlmy, pomedytujmy.

I uwaga – nie mam nic do modlitwy, medytacji, to jest bardzo ważne, ale wróć do punktu wejścia:

Świat MATERIALNY.

Żyjesz w świecie materialnym. Musisz zapłacić rachunki. Ale jeśli już ten świat materialny jest ogarnięty, jeżeli kuweta jest ogarnięta, chata opłacona, nie musisz mieć 15 samochodów, nie musisz mieć najnowszych telefonów, ale wszystko jest OK. Jest ten poziom, który Tobie wystarcza, Twojej rodzinie wystarcza. Wtedy powinniśmy obniżyć ilość naszego zaangażowania w biznes. To jest pewne. Powinniśmy zmniejszyć ilość godzin pracy.

Niestety jednak rzadko się to dzieje. A więc czy tacy ludzie faktycznie źle skręcili i zgubili po drodze serce, czy też tak dużo i długo cisną, ale ciągle nie mają efektów? Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale jest pewien pułap. Nie będziemy teraz go wyliczali, ale jest pewien pułap takiego dobrego, godziwego życia, kiedy już nie musisz się przejmować rachunkami, kiedy jest fajnie.

Idziemy dalej:

Czy ilość czasu, jaką poświęcamy swojej rodzinie jest proporcjonalna do tego, jak wielkie mamy serce? Czy ilość tego, jak wiele dajemy innym, czyli spędzamy z nimi czas, ewidentnie jest adekwatna do tego, że jest dobrze? Nie wiem. Każdy z Was ma zupełnie inne podejście. Są ludzie wychowani w wielodzietnych rodzinach, kochają się, spędzają super razem czas, kolacje codziennie jedzą wspólnie. Są też ludzie, którzy są wychowani w rozbitych rodzinach, tak jak ja, albo ludzie wychowywani przez rodziców, którzy pracowali całe życie, tak jak ja, a więc dla nas na taki niedzielny obiad, to raczej nie było szans. W weekend nadrabiało się zaległości z tygodnia, ale święta ewidentnie były okresem rodzinnym.

Wszystko zależy od tego, jak i gdzie zostaliśmy wychowani, jak i po czym to widać. Musisz się jednak upewnić. Może Twoja kobieta mówi: kochanie, jeżeli nie spędzamy każdego weekendu albo razem na wyjeździe, albo nie spędzamy każdej kolacji codziennie razem, to znaczy, że mnie nie kochasz, to znaczy, że się zgubiłeś na drodze do hajsu. Wtedy, kiedy się spotkały dwie różne kultury, on mówi: ale wiesz co, u mnie tego nigdy nie było, a ona mówi: ale u mnie to było zawsze, to wcale nie oznacza, że on jest zły – po prostu mają inne wychowanie. A więc ta ilość czasu poświęcana swojej rodzinie, wcale nie jest adekwatna do tego, czy się zgubiłeś, czy nie.

W takim razie co daje pewność, że się zgubiłeś?

Według mnie jest to pewne, jeśli:

– Robisz 10, 20 lat to samo i ciągle nie masz efektów. Jest to prawo chaosu: robić cały czas to samo i oczekiwać, że efekty będą inne.

– Jeżeli cały czas szukasz kolejnego, nowego interesu. Nie masz żadnego stałego źródła pieniędzy, ale cały czas szukasz nowego, złotego strzału. Jeśli chcesz od razu zarobić kupę hajsu, to jest pewne, że zgubiłeś serce po drodze. Jest pewne, że cały czas szukamy okazji, zamiast się wziąć do roboty. Zamiast spokojnie sadzić te iluzoryczne marchewki i rok w rok je zbierać, zamiast poczekać w danym sezonie, aż w kolejnym wyrośnie, my cały czas chcemy zarabiać, cały czas. Jest to nierealne. Po dwudziestu kilku latach biznesu wiem, że jest to nierealne.

Nie ma opcji, żeby cały czas zarabiać. Po to właśnie ludzie bogaci mają wiele strumieni finansowania, ponieważ jeden wysycha, drugi przestaje, trzeci się zablokuje, a te dwa kolejne dają zarobić.

Czy jest to możliwe, żeby nie zgubić serca po drodze? – Jest.

Czy jest na to jeden złoty środek? Hmm…

Nie wiem, czy jeden, ale na myśl przychodzi mi pomaganie innym i charytatywność, ale znowu w odpowiedniej kolejności. Ponieważ jeżeli zaczniesz robić to na początku, zanim pomożesz sobie i swojej rodzinie, to istnieje ogromne ryzyko, że z tymi, przykładowo bezdomnymi, którym chcesz pomagać, spotkasz się przy śmietniku. A to nie będzie dobre, więc lepiej byłoby zadbać o siebie, później o swoją rodzinę i dopiero później dbać o osoby trzecie.

Wtedy faktycznie widząc życie innych, pomagając innym, ewidentnie nasza empatia rośnie i nie ma opcji, żebyśmy się zgubili. Ponieważ jeżeli zarabiasz już ogromny hajs, czego Ci życzę (naprawdę trzymam kciuki za Ciebie) i widzisz, jak inni mogą funkcjonować, to możesz im pomóc.

Wtedy, kiedy jadę do domu dziecka widzę, że spotkanie pół godzinne, czy godzinne przy kawie i przy ciastku daje totalną radość tym dzieciom, ponieważ nikt ich nie odwiedza, albo nie mają kogoś, kto z nimi pogada. Drobny prezent powoduje uśmiech. Wysłanie czegoś na gwiazdkę – rany boskie, ktoś o nas pamiętał! Ten Pan nie przyjechał tylko, żeby zrobić sobie fotkę, bo jest celebrytą albo jest znany i chce się promować na charytatywności, ale faktycznie pomaga. To otwiera oczy. Widzisz, jak drobne kwoty zmieniają świat. Wtedy faktycznie serce Ci rośnie i wtedy faktycznie nie ma opcji, żebyś skręcił i skręciła w złą stronę.

Czy jest coś, co może to wszystko podsumować i dać stuprocentowo działający pewnik, strategię, technikę, która na pewno uchroni od tego, żebyśmy wszyscy nie skręcili w złą stronę?

Jest. Co to jest?

Regularna obserwacja siebie, swoich emocji i uczuć. Jeżeli cały czas żyjesz w świecie „lalalandu” i zachowujesz się, jak byś był spalony, to chyba nie postrzegasz świata odpowiednio. Nie chcę Cię dołować, ale rozejrzyj się: świat jest szaro-biało-czarny, tragiczny i piękny. Jest słodko-gorzki. Żyjemy w świecie dualnym, a więc to widzimy.

I w drugą stronę: jeżeli żyjesz w świecie, w którym wszyscy chcą Cię zaatakować, jest źle, ale to nie jest dzielnica, w której do siebie strzelają, ani to nie jest więzienie, w którym chcą Cię zabić, tylko jest to normalnie funkcjonujące społeczeństwo, ale Ty widzisz tylko negatywne aspekty, to również istnieje ryzyko, że nie widzisz wszystkiego.

Regularnie sprawdzaj, rozglądaj się. Miej świadomość. Jedna z moich strategii, to strategia 360 stopni: każdy temat, jak go odwrócimy, powoduje, że każdy ma zupełnie inny punkt widzenia, KAŻDY. W jendej płaszczyźnie powstaje mnóstwo opdji, a jest ich przecież więcej, tak więc te 360 stopni się mnoży. My żyjemy w kilku wymiarach, a buddyści mówią, że istnieje ich 10, a więc już w ogóle! Ile jest szans i możliwości?

Dostrzegaj szansę w każdym dniu. Patrz otwartymi oczyma na świat i otwartym sercem. Wiedz, kiedy je zamykać, bo jak cały czas będzie otwarte, to coś Cię może zaatakować i zranić. Ale kiedy będzie cały czas zamknięte, to istnieje ryzyko, że to życie nie będzie sensowne. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że w Twoim przypadku i w moim również, nigdy nie skręcimy w złą stronę i zarabiając hajs i szukając sławy, szukając realizacji siebie, będziemy cały czas mieli nasze serce i nigdy go nie zgubimy.

Autor: Kołcz Majk